środa, 23 listopada 2011

Refleksja nad finałem sezonu


Ostatnimi czasy, odbyłam lekcję latania ze schodów, która była krótka acz intensywna i wątpliwie przyjemna. Z tej przyczyny kilka przeszłych dni upłynęło mi dość relaksacyjne o ile pominie się kwestię zdrowotną. I to były w sumie cudowne dni. Kiedy poczułam że jestem w stanie dosajdać się do swojej ławeczki nad stawem Podkową, która kończy rabatę skarpę (pisałam o niej opisując ogród zachodni) zabierając ze sobą kubek z kawą, natychmiast to zrobiłam. Uświadomiłam sobie że ostatnio siedziałam na niej..... w Wielkanoc. Hmmm to jakoś dawno temu było, a przecież uwielbiam siedzieć na tej ławeczce(!?). O zgrozo! sezon minął a nie było kiedy.


No może lwia część sezonu, ale nie cały bo mamy zupełnie nie zimową aurę i można jeszcze przebywać na dworze bez obawy o totalne zamarznięcie. No i to jest kolejna rzecz za którą kocham Listopad! Mam czas na cieszenie się z ogrodu! I zupełnie mi nie przeszkadza że drzewa nie mają liści a byliny sterczą suchymi badylami. Może dlatego że od dziecka lubiłam wszystkie odcienie „zgniłej zieleni” i ogród w tych tonacjach bardzo mi pasuje. A może dlatego że go kocham niezależnie od tego jak wygląda.
Widok na dom od strony stawu (... i moją ławeczkę, jak ktoś się dopatrzy )

  


Wiem wiem że to przewrotne co pisze i że jak wszystko tonie w kwiatach i zieleni a nad głowami śpiewają ptaki to jest piękniej. No i na pewno jest, tyle że co z tego kiedy ciągle coś trzeba: opielić, skosić, podlać, nawieść, przyciąć lub przesadzić. A teraz można po prostu posiedzieć na ławeczce i popatrzeć na wodę, jakie to proste!
Przez ostatnie lata ogród się rozrósł. Czasem zastanawiam się czy nie przesadziłam....dosłownie i w przenośni. Narzuciłam sobie i przestrzeni pewien rygor porządku, względnego i nieidealnego, ale jednak przy tej powierzchni trudnego do uzyskania. Czy aby nie dochodzę do granic utopii? czy nie oczekuję za dużo od siebie i tej dzikiej przestrzeni która chce żyć po swojemu? Moja ławeczka zmurszeje samotnie jeśli ogród będzie wymagał aż tyle krwi i potu. 


 Tak jak pisałam w poprzednim poście ogród jest generalnie przygotowany do spoczynku zimowego. Trawniki a raczej zielne murawy są posprzątane z liści i skoszone na krótko (około 5 cm) i teraz pozostaje regularne rozgrzebywanie kretowin które w tym okresie masowo się pojawiają …. a było już tak ładnie...
Kasztanowce mogą czuć się bezpieczne bo większość ich liści chorych została zutylizowana wraz z larwami szrotówki.
Szlauchy ogrodowe zwinięte, opróżnione pojemniki na wodę, schowane narzędzia. Ale coś czuję że przedwcześnie bo jest bardzo sucho i wiele roślin powinno zostać podlanych.
Porządki nie ominęły też rozsadnika i składu doniczek tych pełnych i już pustych.
Jedyne co czeka na przyszłą wiosnę to rabaty, których nie sprzątam przed zimą. Jest wiele powodów dla których tego nie robię. Można je podzielić na pobudki egoistyczne i altruistyczne.
Egoistyczne, to takie że ogród byłby strasznie pusty, smutny i gładki. Idąc na zimowy spacer miałabym przed oczyma gładkie poletka, bez wyrazu. A tak jest na czym oczy zawiesić a szron i śnieg ma pole do zimowych dekoracji.
Pobudek altruistycznych jest więcej. Dobro roślin. Suche pędy stanowią ochronę i osłonę przed wiatrem, przymrozkami i palącym zimowym słońcem (o ile nie ma śniegu )
W łodygach i zaschłych liściach zimują owady (te dobre i złe) a część nasion uprawianych w ogrodach roślin to przysmaki dla ptaków.



Generalnie ogród jest zbyt wielki i ma charakter zbliżony do parku więc nigdy nie jest wysprzątany do granic możliwości bo nie ma takiej potrzeby ani możliwości. A raczej jest wysprzątany do granic moich możliwości fizycznych. 







Ale są miejsca w ogrodzie które jeszcze czekają na porządki, należy do nich oranżeria. Parę dni temu opuściły ją cytrusy, bo zaczęłam się martwić że mogą zmarznąć. Po lukrowym dniu niestety ucierpiały w niej najwrażliwsze pnącza typu wilec błękitny i tykwa. Ale kobea i azarina okazały się pancerne. Wiem że najchłodniejsze noce temperatura w oranżerii spada poniżej zera. Ale jakimś cudem nie zmarzły w niej, ani dalie i pelargonie, ani canna, ani wspomniane wyżej pnącza! Widocznie spadki temperatury są krótkie a powietrze na tyle suche że jakoś uchodzą z życiem. W sumie to oby jak najdłużej. Ale dalie w ostatnich dniach listopada robią wrażenie! Przed przyjściem przymrozków wykopałam je z gruntu do donic. I tak cieszą mnie do teraz.







To magiczny budynek do wydłużania zielonych dni. Dopiero teraz wkracza tu pustka. Powoli rośliny się kończą. Ale na pocieszenie zostaje zimozielony bluszcz w doniczkach. Bo zawsze musi być jakieś pocieszenie...










7 komentarzy:

  1. Widzę, że Twoje możliwości fizyczne są daleko bardziej zaawansowane od moich:-))) Mnie chwilami ogrom prac ogrodowych przerasta. I wtedy sobie bimbam postanawiając tworząc ogród nieco bardziej naturalistyczny:-))) Przyznam się, że lubię jesienne nastroje. Te, gdy jeszcze liście się złocą i czerwienia i można wystawić twarz do słońca. Al;e końcówka listopada jest dla mnie najgorszym czasem. Ciemno, mokro i szaro. I nawet do ogrodu nie chce się wyjść...
    Pozdrawiam serdecznie!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  2. Asiu jak się uprę to jestem w stanie dużo zrobić, uporem Moczarowisko stoi ;) Mam nadzieję że ogarnę je na tyle że będzie kiedyś taki moment że będzie wymagało ciut mniej pracy.
    A co do tego Listopada (ale 2010 też) to bardzo sympatyczną mamy pogodę, mało listopadową, i ja osobiście korzystam z tego. Spacer o tej porze też miły ;)Ale ja mam chyba mroczną naturę, lubię mgły, deszcz, mimo że straszny zmarzluch ze mnie.
    Kasiu, dziękuję za komplement! Mam trochę przemyśleń co do niej po tym roku i mam nadzieję że w przyszłym będzie jeszcze ładniejsza :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też oranżeria zachwyca.
    Nie myślałabym, że dalia po zamianie grządki na doniczki będzie jeszcze kwitła :)
    Ja lubię jesień bo to pora by złapać troszkę wytchnienia, długie wieczory można wykorzystać inaczej niż na "szwendanie sie po ogrodzie" :)
    A jak listopad jest jeszcze tak piękny jak w tym roku to czegóż jeszcze chcieć ...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzisiaj skorzystałam ze słońca, ogaciłam część roślin i ze zdumieniem odkryłam, że powojnik nadal kwitnie! Ma 4 kwiaty. Szok!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zachwyca mnie wszystko, a najbardziej Twój zapał, oranżeria i ławeczka. Cudna! Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem co bardziej mi się podoba, sposób w jaki o ogrodzie piszesz, zdjęcia czy może sam ogród:)
    Pierwszy raz poczułam takie ukłucie zazdrości - oranżeria fantastyczna.

    OdpowiedzUsuń