



Pod ścianą dworu znajduje się przestrzeń zarezerwowana dla prostych odmian irysów, moich ulubionych kwiatów.


W sumie to głupie by tworzyć żywopłot od strony malowniczej wody, ale niestety pomiędzy zachodnią ścianą dworu a brzegiem Podkowy zbudowany został basen, nie dla ludzi a dla ryb. Długi na 25 metrów i szeroki na 6, oszpecił znacząco tą część ogrodu. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło... basen ten umocnił skarpę na której stoi dwór i zatrzymał naturalny proces osuwania się gruntu w kierunku wody, który tym samym powodował osuwanie się ściany dworu.
Tak więc z braku możliwości rozebrania szkaradztwa powstawały rozliczne plany zagospodarowania. Rozważany był: basen do pływania (droga inwestycja przy takiej powierzchni a kto by pływał? ), fontanna z nenufarami (głupio tak zaraz obok naturalnego zbiornika), garaż (trochę mało wygodny) aż powstał wielki wybieg dla psów wraz z kojcami. By zasłonić część basenu a przy okazji zadaszyć kojce skonstruowane zostały "zielone dachy" na których można swobodnie uprawiać kwiaty.
Te dachy są bardzo fajnym rozwiązaniem, chroniącym futrzaki od upału w lecie.


Nasturcje, które na tym zdjęciu kojarzą mi się z grupką ciekawskich panienek oglądających z zainteresowaniem jakąś scenę.

Obok basenu, który traktuje jako wyjątkową osobliwość ogrodu ( w stylu krasnala, co gdzie by nie stał i jaki by nie był to i tak zawsze nie pasuje ) znajduje się stary i niepotrzebny słup. Pewnie dawno by już zniknął z krajobrazu, gdyby nie fakt że tak fantastycznie udaje się na nim kobea. Pnącze to co roku wspina się na niego na wysokość ponad 11 metrów i kwitnie bez opamiętania.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz