sobota, 2 lipca 2011

Zielonym do góry czyli produkcja sadzonek bylin

Jakiś czas temu (kwiecień) pisałam o sianiu nasion z myślą o kolejnych latach pełnych kwiatów. Minęło sporo czasu a kiełkujące wtedy rośliny wyrosły na spore sadzonki.
Z małych doniczek przeznaczonych do siewu wylądowały w większych, służących do podchowania młodych roślin.



W tym roku kolekcja wysianych tak bylin jest bardzo duża. Ładnie wyrosły jeżówki białe, rutewka, żelaźniak czy parzydło leśne, ale też dużo innych roślin. W sumie grubo ponad 1500 doniczek zapełniło się młodymi sadzonkami.




Ale nim się tak stało, i roślinki zaczęły się rozwijać i rosnąć trzeba było napełnić te wszystkie doniczki ziemią...
Po bylinach, na wysiew w maju i czerwcu, przyszedł czas na rośliny dwuletnie. Malwy, wieczornik i naparstnice, urosły już na tyle by na początku lipca nadawać się na przeprowadzkę do większego lokum.




Siewki malwy w doniczkowym wielopaku


Sadzonki tuż po przesadzeniu.






Pogoda na przesadzenie jest idealna. Musi być chłodniej i wilgotno a wtedy rośliny szybciej się aklimatyzują do nowych warunków. Przyznaje że część z nich przesadzana jest w ziemię prosto z ogrodu więc diametralnie zmieniają im się warunki glebowe.
Ziemia ogrodowa, jaką można kupić w centrach ogrodniczych zawiera zazwyczaj dużo torfu, jest dobra i lekka dla kiełkujących nasion ale nie zawsze dla rozwijających się sadzonek. Dużo roślin, szczególnie ceniących sobie przepuszczalne podłoże, nie rośnie najlepiej w torfie. W zeszłym roku spora część moich sadzonek w ten sposób zakończyła żywot nim znalazły się w ogrodzie. Nauczona tym doświadczeniem, w tym roku do uprawy używam ziemi z ogrodu i problem znikł.






Część bylin wymaga przynajmniej dwóch lat od wysiania do momentu wylądowania na rabatach. Do nich należą np hosty. W zeszłym roku rozsiały mi się w ogrodzie same. Małe siewki są bardzo kruche i delikatne, więc ich przesadzanie to prawdziwa katorga. Każde uszkodzenie kończy się uschnięciem siewki, więc w sumie warto je wysiewać do większych doniczek a nie do wielopaków. W tym roku hosty wysiane w kwietniu dopiero wschodzą za to te z zeszłego roku zaczynają się rozrastać.
Myślę że w drugiej połowie lata powędrują na miejsce stałe, ale faktycznie ich uprawa wymaga wyjątkowej cierpliwości. Ale uważam że się opłaciło trochę z nimi pomęczyć, bo w rezultacie mam do zagospodarowania ponad 100 roślin.


Tak samo trudna do uprawy z nasion jest liatra kłosowa. Kiełkuje ładnie i szybko ale rośnie wolno. Co najgorsze póki nie jest wystarczająco wyrośnięta nie ma sensu jej wysadzać do ogrodu bo łatwo wymiera sama z siebie a do tego nie przeżywa zimy w gruncie. Teraz kiedy już podrosła na pewno da sobie radę, tak samo jak rozchodnik.



Sianie bylin, wymaga sporo pracy i cierpliwości. Babrania się w ziemi wiele godzin, najpierw siejąc potem przesadzając. Sens takiej pracy pojawia się wtedy, kiedy potrzebujemy dużej ilości roślin na raz i mamy warunki do przetrzymania sadzonek. Ja do tych celów wykorzystuje małą szklarnię w której wydzieliłam sobie przestrzeń dla doniczek. Faktycznie w tym roku wyprodukuje sobie ponad 2000 sztuk roślin do uzupełnienia rabat i założenia kolejnych. Większość z nich posłuży do zaaranżowania patio i drugiej rabaty oranżerii na której obecnie królują rośliny jednoroczne.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza