Wczoraj patrzyłam jak okrąg słońca zanurza się na horyzoncie
zwolna i niespiesznie niczym czerwona wiśnia tonie w słodkim deserze, szpaki
jak nuty na pięciolinii z drutów wysokiego napięcia grają wiosenne melodie
WIOSNA JAK NIC ogród się budzi, i od razu żąda i oczekuje od ogrodnika atencji. Więc dziś będzie przyziemnie, nawet bardzo, bo z nosem nisko trzeba teraz
pomykać po ogrodzie, nie tylko ze względu na prace ale też by nie ominęły nas
takie cuda..
Zima która z wolna nas opuszcza była mało zimowa w swej
znakomitej większości. Właściwie dała mi możliwość działań i nadrobienia
zaległości po koślawym ogrodowo sezonie 2013. A nie oszukujmy się ja na
zrobienie czegokolwiek w ogrodzie potrzebuje dużo więcej czasu z racji areałów
i rozwleczenia przestrzeni użytkowej na terenie bagienka.
Musiałam powrócić do moich rabat oraz wszystkich przestrzeni
na których chciałbym mieć łany kolorowych kwiatów. Późna jesień i wczesna
wiosna to najlepszy moment by przygotować ziemię pod zasiewy, nim ziarenka
wylądują w glebie, trzeba wykonać wszystkie konieczne wokół niej prace i jeśli
ktoś jeszcze tego nie zrobił to ostatni dzwonek tuż po roztopach.
Ja swoje rabaty przygotowuje już od późnej jesieni, szykuje
też oranżerię na nowy sezon. No i w tych pracach przede wszystkim koncentruje
się na ziemi. Bo co by nie mówić i pisać, to od jej stanu zależą nasze
późniejsze sukcesy.
A nowe pokolenia już rosną i tylko czekają by zapuścić korzenie na grządkach...
Moczarowy ogród jest bardzo żyzny ale ziemia w nim często
jest zbita i ciężka. Taką mam na rabatach w ogrodzie oranżerii gdzie rośliny
rosną na podłożu z gliny i mułu kiedyś wyciągniętego ze stawów. Tak więc by
poprawić strukturę gleby jesienią przycięłam rośliny i rozsypałam lekko
przekopując dobrze przekompostowany
obornik koński oraz własnej produkcji kompost.
Dobrze rozłożone nawozy
organiczne można swobodnie stosować na wiosnę ja jednak zawsze mam obawy że się
nie wyrobię ze wszystkim więc większość prac staram się wykonać wcześniej.
Szczególnie że samego obornika ogród oranżerii pochłonął prawie tonę i by się
jeszcze przydało ale muszę go najpierw zdobyć, a na mojej wsi zwierząt jak koń
czy krowa już nie ma… taka fajna wieś. Na razie po trzech próbach kupienia
nawozu doszłam do wniosku że jest to jeden z najdroższych surowców jakie
kiedykolwiek miałam ochotę nabyć…nie pytajcie ile może kosztować kupa g. Na
mnie zrobiło to takie wrażenie że zastanawiam się nad posiadaniem konika miałby
dobre życie a do tego byłby moją prywatną fabryką złota ;) no i może bym nie
musiała tyle kosić bo on by trochę pomógł…to byłby plan idealny gdyby nie fakt
że to kolejna istota którą musiałbym się zajmować.
Ale wracając do przyziemnego tematu nawożenia to jak już się
zdobędzie potrzebne składniki reszta jest już banalna o ile będziemy pilnować
terminów.
W Moczarowym Ogrodzie używam naturalnych nawozów i uważam że
nic nie działa lepiej od nich.
Po pierwsze komposty które mają na celu poprawę struktury
gleby, wprowadzają też do niej bogatą florę i trochę fauny ;) zdecydowanie
spulchniają i poprawiają napowietrzenie. Z moimi kompostami mam jednak taki
problem że często nie mam cierpliwości do oddzielania roślin z zawiązanymi
nasionami od reszty i moje komposty nie są do końca „czyste” i po ich użyciu
liczę się z koniecznością pielenia. Ale wierzcie mi że kontrolowanie tego co
powinno trafić na kompost, a co nie jest dla mnie po prostu bardzo trudne z
racji samych tylko ilości materii którą trzeba jakoś zmagazynować czy usunąć.
Nie mniej jednak uważam że mimo tej wady i tak warto je
stosować, a to że oprócz roślin ozdobnych skorzystają też jakieś dzikie to
trudno. W bagienku chwasty radzą sobie i tak świetnie więc jak będą chciały to
i tak wyrosną…
Obornik koński to nawóz ciepły, choć ja stosowałam już taki
bardzo mocno przekompostowany który można swobodnie podsypywać pod rośliny
wiosną, bo w tej formie ich nie popali a trzeba by było się bardzo postarać by
przedobrzyć z jego ilością.
Gorzej sprawa wygląda jak chcemy użyć nawozu świeżego. Taki
jest z wielu powodów gorszy ale też można go stosować, tylko wtedy najlepiej
zrobić to jesienią, przekopać go z glebą i pozostawić do „przegryzienia się” by
stracił trochę swoją moc palącą ale też nie utlenił się na tyle że zanikną jego
właściwości.
Bo tak to już jest z nawozami pochodzenia zwierzęcego że z
jednej strony potrafią być za mocne a z drugiej strony w procesie kompostowania
potrafią „zwietrzeć” przez co wraz z aromatami umyka z niego większość cennego
azotu. Takie to uroki że są podatne na wymywanie przez deszcze, wietrzenie i
ulatnianie się do atmosfery. Ale dla ogrodnika nastawionego na eko uprawy to
niezwykle ważny składnik diety jego roślin.
Jak chodzi o stosowanie nawozy typu obornika końskiego czy
krowiego używamy nie co roku i nie wszystkie rośliny mogą rosnąć bezpośrednio
po jego użyciu. Ja stosuje go co drugi lub trzeci rok.
Ciekawym nawozem jest popiół z drewna. Zawiera sporo
składników odżywczych oprócz azotu i można go stosować pod rośliny ozdobne. Z
racji swojego zasadowego odczynu nie bardzo nadaje się pod rośliny kwasolubne
ale wspomaga te kwitnące. I można go używać w czasie sezonu wegetacyjnego. Ja
co prawda popiół z kominka stosuje na rabatach z kwiatami jednorocznymi a po
jego rozsypaniu mielę go z ziemią za pomocą glebogryzarki. W sezonie kurzył by
się strasznie, osadzał na liściach i z powodów estetycznych nie stosuje go
wtedy.
Jak tylko wyrosną korzystam z pokrzyw które bardzo chętnie
rosną w różnych dzikich obszarach ogrodu. Służą mi do robienie gnojówek którymi
podlewam rośliny w donicach. Faktycznie roztaczają wątpliwe aromaty ale ich
wpływ na rośliny jest naprawdę zbawienny. Ale o tym już innym razem.
Tym czasem niech przedwiośnie trwa…